Aktualności
Historie Gladiatorów
31.03.2020

Inspirująca przemiana Gladiatora. Poznaj historię Roberta Muchy!

Ważył 150 kg, ale zrzucił kilkadziesiąt po tym, jak zaczął się ruszać. Gladiator Robert Mucha jest przykładem dla wątpiących. Żeby osiągnąć sukces, trzeba zacząć działać. Poznaj okoliczności niesamowitej przemiany!

Jeszcze nie tak dawno ważyłeś około 150 kg i nie prowadziłeś aktywnego trybu życia. Jak Twoja codzienność wyglądała wcześniej? 

Moja wcześniejsza codzienność to typowy “dzień świstaka”. Praca, powrót do domu, kanapa, telewizor albo komputer i oczywiście drink lub piwko, a nawet kilka (typowe "januszowe" zachowanie). Weekendy były oczywiście suto zakrapiane.
 


Postanowiłeś to jednak zmienić. To była spontaniczna decyzja, czy potrzebowałeś trochę czasu, by ją podjąć?

Sam do końca nie wiem, czy było to spontaniczne. Na pewno duży wpływ na moją decyzję miał fakt, iż zaczęło brakować rozmiarów ubrań w normalnych sklepach. Znalazłem fajne ciuchy, ale były niestety za małe. Paradoksalnie pomogła też... impreza, na której nie brakowało alkoholu. Zaproponowano mi podczas niej start w jednym z lokalnych biegów. Było to chyba 10 km z małymi przeszkodami. Oczywiście zgodziłem się. Pod wpływem człowiek jest bardziej odważny. Dodam, że już miesiąc wcześniej po mocnych namowach żony, zacząłem się ruszać. Na początku były to powolne marszobiegi oraz siłownia i boks.

Początki musiały być ciężkie…

Nie mogło być łatwo przy wadze 150 kg. Zadyszki, pot i łzy lejące się litrami. Wystarczyło jednak poukładać sobie wszystko w głowie. To wystarczyło, by znaleźć motywację.

Wyzwanie było ogromne. Do zrzucenia było bardzo dużo kilogramów!

To było mega wyzwanie. Początkowo liczyłem na zrzucenie 10-20 kg, ale efekty treningów totalnie mnie zaskoczyły. Jeszcze raz zaznaczę - wszystko zaczyna się w głowie.

Jak udało się schudnąć w takim stopniu?

Najważniejszym czynnikiem było odstawienie alkoholu, ale też zastąpienie słodkich i gazowanych napojów wodą niegazowaną. Piłem dużo wody. Ponadto pilnowałem odpowiedniej diety, regularnych posiłków.

W jakim czasie i ile kilogramów już zrzuciłeś?

Walka z nadwagą zaczęła się w 2017 roku i w ciągu pierwszych 12 miesięcy zrzuciłem około 40 kg, co było trochę zgubne. Poczułem się za pewnie, popuściłem sobie pasa i w ciągu kolejnego roku przybrałem 15 kg. Natomiast z końcem 2019 roku, definitywnie wziąłem się w garść. Od tego czasu waga idzie systematycznie w dół. Mam teraz 105 kg. Za mną bardzo ciężkie 3 lata mojego życia.

Nie tylko zrzuciłeś zbędne kilogramy, ale zacząłeś startować w zawodach. I to nie byle jakich!

To prawda. Trochę tego się uzbierało - począwszy od biegów lokalnych po półmaratony, ale też ultramaraton na dystansie 74 km. Ponadto biegi OCR, takie jak Runmaggedon i Spartan Race, a nawet mistrzostwa świata w Grecji, w Sparcie. Konkretnie były to zawody Trifecta World Championship Spartan Race i wiele innych, w sumie ponad 100 startów.
 


Co dalej, jakie plany i cele?

Na razie rekonwalescencja po operacji, którą miałem w grudniu. Powoli coś zaczynam trenować, ale w miarę możliwości, na podstawie konsultacji z lekarzem. Miałem cichą nadzieję, że uda mi się w tym roku pobiegać w elicie, ale niestety nie będzie to możliwe, więc pozostaje powoli trenować, poukładać wszystkie sprawy i sezon 2021 stoi otworem.

Co daje Ci w życiu sport, treningi, starty w zawodach?

Wygraną, wygraną z samym sobą. To także ucieczka od różnych chorób związanych z nadmierną otyłością, poczucie własnej wartości, wiara w siebie, lepsze samopoczucie, radość. Poznałem i poznaję bardzo dużo pozytywnie zakręconych ludzi. Cieszy mnie, że podczas startów jestem motywacją dla innych osób. Skoro ja daję radę, to i oni też sobie poradzą. Ludzie szanują mnie za to, co udało się zrobić.

Twoja historia mówi sama za siebie, ale co chciałbyś jeszcze przekazać osobom, którym brakuje motywacji do schudnięcia i budowania kondycji poprzez sport?

Kochani, nie bójcie się zmian! Zepnijcie poślady i ruszcie swoje 4 litery. Wyrwijcie się z tego marazmu, tak jak mnie to się udało. Wystarczy 30 minut, czasem godzinka, żeby poczuć przypływ endorfin i być jak nowo narodzony. Uwierzcie mi, ten czas da się wygospodarować. 

Sport nie gryzie, choć czasem będzie bolało. Natomiast bardzo motywują mnie słowa byłego, znanego piłkarza angielskiego Alana Shearer’a: “Ból przemija, ale chwała trwa wiecznie”.

Nasza strona internetowa może przechowywać oraz uzyskiwać dostęp do informacji przechowywanej w urządzeniu użytkownika przy wykorzystaniu plików cookies (tzw. ciasteczek). Jeśli nie wyrażają Państwo zgody na korzystanie przez naszą stronę z plików cookies, prosimy o zmianę ustawień przeglądarki. Więcej informacji można znaleźć w Polityce Prywatności. Klikając przycisk „Wyrażam zgodę” lub korzystając z naszej strony bez zmiany ustawień przeglądarki akceptują Państwo korzystanie z plików cookies.

Polityka Prywatności