Aktualności
Historie Gladiatorów
03.07.2020

Maleńka, ale z charakterem. Poznaj historię Gladiatorki Kingi Honkisz

Przez 29 lat unikała sportu, jak ognia, a w czasach szkolnych zwolnienia z WF-u były u niej na porządku dziennym. Od kilku lat Kinga Honkisz nie wyobraża sobie życia bez aktywności fizycznej. - Nie chcę kiedyś żałować, że czegoś nie zrobiłam, że nie spróbowałam - mówi Gladiatorka.
 

Kiedy zaczęła się Twoja przygoda ze sportem?

- Pamiętam dokładną datę - 9 maja 2016 roku. Przez przypadek trafiłam na siłownię, poszłam z koleżankami z pracy na jumping fitness. Jako jedyna nie zrezygnowałam po pierwszych zajęciach. Mimo potwornego zmęczenia czułam się super i miałam w sobie jeszcze więcej energii. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że nigdy wcześniej nie lubiłam sportu! Nie ćwiczyłam w szkole, zawsze miałam stałe zwolnienie z wychowania fizycznego. Sport pojawił się w moim życiu, dopiero gdy miałam 29 lat.

Co było dalej?

Po miesiącu ćwiczeń na trampolinach poszłam na zajęcia treningu obwodowego i to był strzał w dziesiątkę. Ogromny wysiłek, satysfakcja, że daję radę i niesamowita radość. Poznałam cudownych ludzi z pasją. Otwarci, zabawni, pomocni. To oni zaczęli opowiadać mi o czymś takim, jak biegi przeszkodowe. Mówili o tym z taką pasją, że postanowiłam spróbować. Najpierw jednak sprawdziłam swoją kondycję w biegu płaskim na 10 km. Mimo obaw udało się ukończyć go w czasie godziny i sześciu minut. Był to bieg charytatywny w Krakowie, podczas którego zbierane były pieniądze na żywność dla dzieci.



Pamiętasz pierwszy bieg z przeszkodami?

- Tak, był to Barbarian Race w Ustroniu. Biegłam w ekipie 8 osób. Pamiętam moją niezdarność przy pokonywaniu przeszkód, jednak nie czułam się gorsza od innych, a to wszystko dzięki ludziom na trasie. Każdy pomocny, uśmiechnięty - to niesamowite, jak sport łączy.

Później przez 1,5 roku ćwiczyłam z trenerem personalnym, głównie na wolnych ciężarach. Szło mi dobrze, zrobiłam ogromny progres. W martwym ciągu miałam 100 kg, w przysiadzie ze sztangą 90 kg, w wyciskaniu sztangi na leżąco 60 kg. Zauważyłam jednak, że moja sylwetka zaczyna się zmieniać za bardzo. Szło to już w kierunku kulturystyki i wtedy postanowiłam odstawić ciężary i spróbowałam kalisteniki, która do dzisiaj jest bliska mojemu sercu. Uwielbiam również treningi EMS - jest to elektrostymulacja za pomocą fal elektrycznych. Lubię jeździć na rolkach, latać ma paralotni, a w zimie morsować.

Z jakiego osiągnięcia sportowego jesteś dumna?

- Dumna to za dużo powiedziane, ale cieszę się ze statuetki weteran, którą odebrałam w 2018 roku w Pabianicach, wtedy również pokonałam strach i zjechałam na tyrolce (jedna z przeszkód). Zapamiętałam bardzo również bieg hardcore w Myślenicach, który miał 25 km. Miałam przyjemność biec z dwoma kumplami, którzy bardzo mnie wspierali i ratowali, gdy dopadały mnie skurcze, a miałam ich 6 na trasie.

Najcięższym biegiem, jak dotąd był Bieg Herosa na Pustyni Błędowskiej. Teren ciężki, pierwszy raz myślałam, że nie ukończę biegu. Jednak udało się, ale nadal nie wiem jak. Najbardziej cieszą mnie zawsze biegi charytatywne, ponieważ wspaniale jest móc pomagać.



Należysz do społeczności Gladiators. Dlaczego postanowiłaś dołączyć?

Jestem z Wami od samego początku. Znajomy opowiedział mi o ciekawym projekcie, który będzie na dużą skalę i zapytał, czy nie chciałabym przystąpić do społeczności Gladiatorów i tworzyć ją. Pomyślałam: Co mi szkodzi? I nie żałuję!  Jesteśmy jedną wielką rodziną, rozsianą po całej Polsce, ale mamy ze sobą kontakt i integrujemy się na wielu treningach, akcjach, spotkaniach. Jako Gladiatorzy mamy mnóstwo zniżek na biegi, odzież, liczba benefitów jest ogromna. Ponadto nie ma chyba drugiej takiej drużyny, która dawałaby taką możliwość rozwoju.

Jesteś przykładem na to, że Gladiatorzy lubią przeróżne aktywności sportowe. Biegasz, trenujesz i z zapałem chodzisz po górach. 

- Mieszkam w górach od urodzenia, więc są obecne w moim życiu od zawsze. Przyznaję, że jako dziecko odwiedzałam tylko takie miejsca, do których można było wyjechać kolejką, bo przecież wysiłek był mi obcy. Wszystko zmieniło się właśnie w 2016 roku, gdy w moim życiu pojawił się sport. Podczas górskich zawodów zaczęłam postrzegać inaczej góry, ich zdobywanie i to, co widzę z każdym krokiem. Mam bardzo blisko do Ustronia, Wisły i Szczyrku - a to górskie tereny. Barania Góra, Czantoria, Szyndzielnia, Klimczok, Równica, Skrzyczne - wszystko w zasięgu ręki. Wszystkie góry są piękne, ale najbardziej uwielbiam Tatry. Ich struktura, kształt, wielkość, roślinność - to wszystko skradło moje serce.

Za każdym razem odnajduję w górach coś nowego i nie mówię tylko o krajobrazach, ale o sobie. Człowiek poprzez wysiłek, trudności na szlakach, poznaje siebie, swoje zdolności, potrzeby, ale i wady oraz braki. Góry dają mi moc, szczęście, spokój - tam ładuję swoje baterie. Człowiek sam na sam z naturą docenia to, co ona nam daje. Uzmysławia sobie, że rzeczy materialne wcale nie są ważne. Góry uczą m.in. pokory, cierpliwości i szacunku. Każda górska wyprawa jest dla mnie wyjątkowa. Moje górskie plany są takie, by zdobywać coraz wyższe szczyty, bo wtedy człowiek czuje się, jakby był bliżej chmur.



Co dał Ci sport?

- Sport sprawił, że bardziej wierzę w siebie. Nie raz udowodniłam sobie i innym, że jestem silna i mogę więcej, niż myślę. Sport dał mi pasję, radość, dał mi drugie życie, bo zaczęłam żyć inaczej - aktywnie! Poznałam wartościowych ludzi, którzy dają mi mnóstwo pozytywnej energii. Sport tak mną zawładnął i ogarnął całą mnie, że w 2019 roku zrobiłam kurs na trenera personalnego.

Jakie są Twoje sportowe plany?

- Chcę próbować nowych biegów, zawodów, w których zdobycie statuetki będzie możliwe po zaliczeniu kilku startów, kilku etapów.

Czy Twoi bliscy też złapali sportowego bakcyla?

- Mój syn również lubi biegi przeszkodowe. Startuje w nich od dwóch lat. Oprócz tego kocha jeździć na hulajnodze, rowerze, lubi grać w piłkę nożną i skakać w parkach trampolin. Wiktor ma już 11 lat i cieszę się, że możemy coraz więcej rzeczy robić wspólnie.



Czym się zajmujesz poza uprawianiem sportu?

- Interesuję się fotografią. Uważam, że warto robić zdjęcia, bo dzięki temu zatrzymujemy wspomnienia. Gdy pamięć zacznie zawodzić, to fotografie przypomną o pięknych chwilach. Oprócz tego lubię gotować i piec. Może kiedyś otworzę cukiernię "U Maleńkiej" (uśmiech). Lubię też tatuaże. Robienie ich nie sprawia mi bólu, a każdy tatuaż jest z czymś związany i mam już ich... dużo (uśmiech).

Mam 33 lata i nie chcę kiedyś żałować, że czegoś nie zrobiłam, czy nie spróbowałam.

Więcej historii Gladiatorów znajdziesz na naszym blogu: KLIK.

Nasza strona internetowa może przechowywać oraz uzyskiwać dostęp do informacji przechowywanej w urządzeniu użytkownika przy wykorzystaniu plików cookies (tzw. ciasteczek). Jeśli nie wyrażają Państwo zgody na korzystanie przez naszą stronę z plików cookies, prosimy o zmianę ustawień przeglądarki. Więcej informacji można znaleźć w Polityce Prywatności. Klikając przycisk „Wyrażam zgodę” lub korzystając z naszej strony bez zmiany ustawień przeglądarki akceptują Państwo korzystanie z plików cookies.

Polityka Prywatności