Aktualności
Lifestyle
02.10.2019

„Trener musi być trochę jak ojciec, trochę jak szef, a trochę jak najlepsza przyjaciółka”

Rozpoczynając przygodę ze sportem warto skorzystać z porad specjalisty, by wystrzegać się złych nawyków treningowych, które mogą doprowadzić do kontuzji. O tym, na co zwracać uwagę przy wyborze trenera, jak czerpać radość z ćwiczeń oraz jak przygotować się do biegów z przeszkodami w rozmowie z Łukaszem Czyżkowskim, trenerem RMF4RT Gladiators.

Dlaczego tak ważne jest, by osoba rozpoczynająca treningi skorzystała ze wsparcia trenera, zanim weźmie się za intensywne ćwiczenia?

Tak jak budowę domu rozpoczyna się od wylania fundamentów, tak swoją przygodę ze sportem powinno zacząć się od solidnego przygotowania bazy treningowej. Ludzkie ciało z założenia jest przystosowane do ruchu. Rodzimy się po to, by biegać, skakać i przemieszczać się z miejsca na miejsce. Wpływ postępu cywilizacyjnego spowodował, że niejako zatrzymaliśmy się w miejscu. Żyjemy w świecie, w którym pokolenie trzydziestolatków czy czterdziestolatków po latach spędzonych w pozycji siedzącej, postanowiło wstać i wziąć się za siebie. I bardzo dobrze! Bo sport to zdrowie! Pamiętajmy jednak, że nadmierne forsowanie ciała może być dla nas niebezpieczne i grozić szeregiem niepotrzebnych kontuzji. Często powtarzam podopiecznym takie słowa: zanim nauczysz się latać, naucz się najpierw chodzić.

Wszystkie ruchy funkcjonalne, wykonywane zarówno podczas treningu jaki i w trakcie zawodów, odbywają się na podstawie kilku podstawowych wzorców ruchowych. Prawidłowa technika jest więc szalenie istotna. Tylko odpowiednie opanowanie tych wzorców pozwoli nam rozwijać bezpiecznie nowe umiejętności ruchowe. Dobry trener potrafi przepracować te wzorce z podopiecznym w czasie 3-5 razy szybszym, niż u osób próbujących nauczyć się ich na własną rękę. 

Jak więc znaleźć dobrego trenera i co jest kluczowe jeśli chodzi o jego kompetencje?

To bardzo dobre pytanie. W ostatnich latach na rynku pojawiło się wręcz zatrzęsienie różnego rodzaju trenerów. Niestety odnoszę wrażenie, że tych z prawdziwego zdarzenia nie ma zbyt wielu. To głównie problem tego, że funkcja trenera personalnego nie jest normowana niemal żadnym regulacjami. Wystarczy zrobić najprostszy kurs przez Internet, by już nazwać się trenerem. Czy poszedłbyś do dentysty, który nie wie ile zębów powinien mieć każdy człowiek? Ja na pewno nie. Z resztą nie tylko o wiedzę tutaj chodzi. Mamy na przykład wielu wspaniałych zawodników, którzy odnosili sportowe sukcesy. Problem w tym, że nie zawsze najlepszy zawodnik będzie najlepszym trenerem. To trudny zawód, wymagający bardzo dużego zaangażowania, empatii i umiejętności skupienia się nie na sobie, ale innych. Trener musi być trochę jak ojciec, trochę jak szef, a trochę jak najlepsza przyjaciółka. Musi być troskliwy, wiedzieć jak motywować i docierać do ludzi. Poza merytoryczną wiedzą i umiejętnościami, musi umieć przekazać wiedzę w sposób jasny i klarowny. Dobry trener potrafi budzić zaufanie i respekt, przy tym spajając zespół w jedną całość.

 

Przygotowujesz ludzi głownie do biegów z przeszkodami. Co jest najistotniejsze jeśli chodzi o przygotowanie do tej dyscypliny?

Biegi przeszkodowe, czyli inaczej OCR (Obstacle Course Racing – przyp. red.) są sportem holistycznym. Wymagają więc bardzo wszechstronnego przygotowania. Tu liczy się zarówno szybkość i siła, ale też wytrzymałość. OCR’owiec musi być dobrym biegaczem, strongmanem, lekkoatletą i gimnastykiem w jednym. To bardzo specyficzna dyscyplina, gdzie nie ma miejsca na słabość, a siła charakteru jest równie ważna, jak siła mięśni. Podczas treningów skupiamy się na ćwiczeniach ogólnorozwojowych, kładąc mocny nacisk na zmysł prioprocepcji, czyli umiejętność odnajdywania swojego ciała w przestrzeni. Do tego dodajemy również koordynację ruchową, szybkość reakcji i siłę mięśni stabilizacyjnych. W ten sposób budujemy solidną bazę pod wszechstronny rozwój naszych zawodników. Takie przygotowanie jest kompletne i sprawa, że człowiek czuje ogólną sprawność i siłę, co przekłada się też na życie codzienne.

 

Jak wyglądają treningi gladiatorskie, które prowadzisz w swoim mieście?

Treningi, które prowadzę w Warszawie, w związku ze specyfika dyscypliny, wymuszają sporej różnorodności. Każda jednostka treningowa w tygodniu jest inna. Treningi odbywają się w różnych miejscach, na specjalnie przygotowanych torach przeszkodowych, ale też w plenerze. Poniedziałki i środy to czas na naukę pokonywania przeszkód. We wtorki skupiamy się na budowie siły pleców i chwytu. W czwartki pracujemy nad siłą biegową, wykonując mordercze podbiegi. Piątek to czas na szybkość i wspomnianą już prioprocepcję. W weekendy staramy się bardziej pobawić ruchem. Organizujemy wspólne gry terenowe oraz skupiamy się na pogłębianiu drużynowej więzi, poprzez wspólną integrację. Jak widać, każdy znajdzie u nas coś dla siebie. Bardzo duży nacisk stawiamy na atmosferę. Budujemy silną społeczność, bo to ludzie są na pierwszym miejscu. W tym momencie nasz oddział to grupa 40 osób o bardzo różnym stopniu zaawansowania. Są z nami zawodnicy biegający regularnie, którzy w zawodach OCR zajmują wysokie lokaty. Mamy również osoby, które w świecie sportu stawiają dopiero pierwsze, małe kroki. Ich z kolei przygotowujemy do pierwszych startów. Nie zamykamy się na nikogo, ale z każdego staramy się stworzyć prawdziwego Gladiatora. Najważniejszy jest dla nas wzajemny szacunek. Jeżeli tylko chcesz, nauczymy Cię wszystkiego od podstaw, powoli, bez zbędnej presji. Bo przecież najważniejsze jest, aby czerpać z tego radość!

Jak jesteśmy już przy słowie „radość”, to co daje Ci największą satysfakcję jako trener?

Widzę w moich podopiecznych swoistych podróżników. Ta ich podróż zaczyna się często od zera.  Fajnie jest obserwować jak z każdym kolejnym treningiem wędrują coraz dalej. To jest najlepsze uczucie na świecie. Kiedy patrzę na Grześka, który dwa miesiące temu spadał z pierwszego kółka i złości się, że tego się nie da, a teraz lata całego Multi Riga z lekkością pszczoły. Jak Natalia, która w lutym ledwo potrafiła przetruchtać 5km. Dziś ma na swojej półce spartańską Trifectę. Oznacza to, że w ciągu dwóch dni przebiegła w górskim terenie 3 dystanse, co daje łącznie 75 pokonanych kilometrów. Cieszę się również, gdy widzę Tomka, który zrzucił już ponad 20 kilogramów. Sam powtarza, że czuje się silniejszym, sprawniejszym, a przede wszystkim szczęśliwszym człowiekiem. To ich sukcesy, ale satysfakcję mamy wspólną.

Nasza strona internetowa może przechowywać oraz uzyskiwać dostęp do informacji przechowywanej w urządzeniu użytkownika przy wykorzystaniu plików cookies (tzw. ciasteczek). Jeśli nie wyrażają Państwo zgody na korzystanie przez naszą stronę z plików cookies, prosimy o zmianę ustawień przeglądarki. Więcej informacji można znaleźć w Polityce Prywatności. Klikając przycisk „Wyrażam zgodę” lub korzystając z naszej strony bez zmiany ustawień przeglądarki akceptują Państwo korzystanie z plików cookies.

Polityka Prywatności